XVI Żeglarski Rajd Lekarzy [relacja i zdjęcia]





Wielkie Jeziora Mazurskie po raz szesnasty gościły w maju łódzkich lekarzy-żeglarzy oraz ich rodziny i przyjaciół. Napisałem łódzkich, bo organizatorem XVI Żeglarskiego Rajdu Lekarzy był Klub Żeglarski SZKWAŁ, działający przy łódzkiej Okręgowej Izbie Lekarskiej. Ale, jak co roku, w rejsie brały udział także trzy załogi z zaprzyjaźnionej izby częstochowskiej. Trzy jachty reprezentowały Klub Żeglarski SZANTA z Wielunia. Udział tych ostatnich załóg zawsze dodaje uroku naszemu wyjazdowi, albowiem jest to grupa Kolegów grających na gitarach i wspólnie z towarzyszącymi im Paniami pięknie śpiewających szanty i inne piosenki. Wspólne śpiewy przy ognisku to zawsze jeden z milszych akcentów rajdu. Inny niż w poprzednich latach był zestaw jachtów na których pływaliśmy. Do tej pory staraliśmy się, aby w regatach brały udział łódki jednej klasy i one walczyły o puchar prezesa łódzkiej izby lekarskiej. Klasa open, czyli jachty inne, liczyła zwykle tylko dwie, trzy załogi. Coraz trudniej wypożyczyć na Mazurach dwadzieścia łódek jednego typu. A jeśli nawet uda się tyle uzbierać, to są one bardzo różnej jakości. Przekonaliśmy się o tym bardzo boleśnie w roku ubiegłym. W tym roku na lutowym zebraniu sterników zgodzono się na formułę, która zakładała, że będą to jachty różnych typów, o podobnej długości kadłuba. Zgodnie z regulaminem mistrzostw Polski jachtów turystycznych były to klasy T2 i T3, o długości 8-8,8 metra. Trzeba przyznać, że mariny, z których odbieraliśmy łódki, czyli Sailor i Sygnet – obie w Pięknej Górze koło Giżycka, dostarczyły nam sprzęt nowy, dobrze przygotowany, czasami nawet luksusowo wyposażony, czego przykładem może być ogrzewanie jachtu ( w tym roku na szczęście zupełnie niepotrzebne) czy… telewizor, że o lodówkach nie wspomnę. Co prawda zdarzały się jachty trochę uszkodzone, czego przykładem może być Tweester 800, na którym mnie przyszło pływać, którym miał wyraźnie skrzywiony maszt. Przy odbiorze łódki nie było o tym mowy. Wyszło to przy kładzeniu rzeczonego masztu pod mostem na Kirsajtach, a kiedy zatelefonowałem do portu, z pytaniem do bosmana, dowiedziałem się, że faktycznie, dwa lata temu zwaliło się na tę łódkę drzewo! Akwenem tegorocznych zmagań były jeziora Mamry i Święcajty, należy dodać – po raz kolejny. Jezioro Święcajty nie wszystkie załogi zdołały odwiedzić, bowiem zgodnie z „tradycją” naszych regat, w piątek, czyli w dniu wyścigu wiatr był słaby. Stawka konkurujących jachtów tak się rozciągnęła, że tegoroczny komandor regat – Wojciech Retkiewicz, postanowił skrócić trasę dla łódek znajdujących się w drugiej grupie. Zgłoszono postulat, żeby regaty odbywały się w czwartek, bo jest to zwykle dzień prawdziwie żeglarskiej pogody: słońce i wiatr, albo w sobotę, bo wtedy najczęściej wieje jako tako. Natomiast w piątek wiatr był słaby, często wiała najwyżej „jedynka”. Wszyscy żeglarze wiedzą, że właśnie w takich warunkach ujawniają się prawdziwe żeglarskie umiejętności. Tym większe słowa uznania należą się bezapelacyjnemu zwycięzcy tegorocznych regat - Piotrowi Tume. Zdystansował on przeciwników, a trzeba zaznaczyć, że żeglował w towarzystwie żony i trójki dzieci! Drugie miejsce zajęła załoga pod dowództwem komandora Klubu SZKWAŁ Pawła Susłowskiego, a trzecie Andrzej Staszewski z załogą. Wieczorami, przy ognisku i w jego pobliżu, snuto wspomnienia z rejsów odbytych, dzielono się morskimi doświadczeniami, trzeba bowiem powiedzieć, że coraz więcej osób z naszego towarzystwa odbywa pływania morskie po Bałtyku i morzach cieplejszych. Dzielono się planami na rejsy tegoroczne: mazurskie, warmińskie i morskie: bałtyckie, adriatyckie, egejskie i u wybrzeży Turcji. Wrażeniami będziemy się dzielić podczas tradycyjnego „Wieczoru z Szantami”, połączonego z zebraniem Klubu Żeglarskiego SZKWAŁ, jak zawsze w pierwszy piątek października, w tym roku drugiego. Już zapraszamy wszystkich zainteresowanych, nie tylko uczestników majowych regat.

Tekst i zdjęcia Ryszard Golański